poniedziałek, 24 października 2011

To mógłby być tekst o Warszawie dwóch prędkości



Dwa tygodnie spędzę w Warszawie. Tradycyjne coroczne korporacyjne zesłanie.

Mieszkanie na Bluszczańskiej, które z przyczyn oczywistych nazywa się kibucem, leży na klasycznym grodzonym osiedlu. Po drodze do pracy widziałem dzisiaj tłumek bezdomnych, którzy zimują gdzieś w okolicach. Mijałem uwite w krzakach mieszkanka z tapczanem i wersalką, ulubiony fotel psa i inne przedmioty, na których bliższe znajomości zawierają panowie i panie z miejscowych nizin. Nie mam najmniejszej ochoty bratać się z proletariatem.

Czekają mnie dwa tygodnie mniszego życia. 10 godzin pracy dziennie, brak internetu w domu, pornografii, bloga, głupich filmów o kotach, alkoholu. Największym wydarzeniem będzie codzienna wizyta w zakładowej stołówce. Moje zwyczaje żywieniowe w tych stronach uchodzą za dość szczególne - na obiad z miną doświadczonego bulimika zamówiłem dziś makaron z sosem i frytki.

W Warszawie zachowuję się na ogół jak typowy burak z prowincji - wszystko mi się podoba, urzeka plastyczną urodą i skalą. Ten blog przez dwa tygodnie będzie dość nudny.

1 komentarz: