czwartek, 13 grudnia 2012

666 w papieskiej „Barce”

1.
13 grudnia 1981. Stan wojenny. Pamiętam, że ul. Pstrowskiego w Olsztynie przejechał transporter opancerzony. „Mamo, czołg” - powiedziałem.

Mama kupiła mi samochodzik na targowisku pod halą Urania. Poszliśmy odwiedzić tatę w szpitalu. Jeździłem po łóżku, jeździłem po tacie. Gdy zaczął się obchód, powiedziałem: „Zaraz tu bomba wybuchnie”. Ojciec krzyknął: „Weź stąd tego bachora”. Spod fartuchów lekarskich wystawały mundury, szpital WSW, połowa stanu wojennego.

2.
Będą kolejne potężne cięcia w edukacji. Pracę straci kilkudziesięciu pracowników oświaty, miasto zamknie kilka szkół. Samorządowcy przekonują, że to wina demografii i niskich państwowych subwencji. Czas Gospodarzy w okolicy ostatnich wyborów samorządowych obiecywał, że klasy w toruńskich szkołach będą małe, że kontakt nauczyciela z uczniami będzie znacznie bliższy, a edukacja skuteczniejsza. Teraz administracja Michała Zaleskiego stworzy klasy po 35 uczniów – w takiej klasie można sobie pograć w pokera, a nie uczyć się polskiego.

A była szansa na wspaniały eksperyment społeczny: indywidualny tok nauki, nowy program, nowe zajęcia. To wszystko zwiększyłoby kapitał kulturowy Torunia. Wykształceni ludzie generalnie zarabiają więcej i nie chodzą do klubów na ul. Ducha św. z racami.

Z. Racami.

3.
Prezydent miasta odrzucił pomysł Ruchu Palikota o refundowaniu zabiegów in vitro, mówiąc, że to zadanie państwa. Jeśli państwo niedomaga, należy je wyręczać w wykonywaniu swoich obowiązków. A poza tym po co nam nowi mieszkańcy, którzy wychowają się w dobrych domach?

4.
Jan Paweł II miał dość nieskomplikowany gust muzyczny, skoro przemówiła do niego piosenka „Barka”. Bezpretensjonalny minimalistyczny rytm, chodnikowa melodia i słowa, które każdy pasterz może sobie wziąć do serca - „O Panie, to Ty na mnie spojrzałeś, Twoje usta dziś wyrzekły me imię”.

Z nudów postanowiłem puścić ten kawałek od tyłu w poszukiwaniu szatanów i 666. Słyszę, że coś trzeba, że w górę żagle nadchodzą. Numer wydaje się lepszy niż oryginał – zakończenie jest epickie.



Coś jak Burial.

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Dwa pomysły na reklamę Wolnych Konopi

1.
„Stary, teraz uważnie rób każde większe zakupy. Niczego nie sprzedawaj, nie bierz pożyczek i kredytów. Posag to małe miki, ale mieszkanie musi być nie do ruszenia” - na chwilę przed zawarciem związku małżeńskiego tak doradzał mi pewien znany toruński prawnik.



2.
Witamy w grudniu. Listopad zostawił po mnie zgliszcza.

3.
Wiem, że Hecer lubi Star Trek, więc wklejam:



4.
Wiem, że Jacek Chmielewski potrafi naśladować głos Michała Zaleskiego, więc polecam mu jeden pomysł:



5.
Marcin Gładych dobrze podejrzewał, że nie odpiszę na jego polemikę – gram w Far Cry 3. Więc sorry. Marcin pisze też, że nie odwołam się do art. 212 kodeksu karnego, który mówi o pomówieniu. No i ma rację. Swoją drogą wolałbym, aby pomówienia mojej osoby ścigano z artykułu 196 kodeksu karnego – tego, który mówi o przedmiotach czci religijnej.

6.
Krzysztof Koman – dziennikarz, rzecznik prasowy, wokalista, frontman i prezenter – dorabia w reklamie? Nie wierzę, to jakaś bzdura.

A może jeszcze Joanna Pociżnicka uczy studentów dziennikarstwa? Wait, shit...

7.
Jeśli David Lynch uważa, że prezydent Łodzi zabija swoje miasto, to prezydent Łodzi zabija swoje miasto. Ta pani jest żołnierzem o za małych ambicjach i za małym temperamencie politycznym, aby walczyć o wielką stawkę. David Lynch popełnił wiele błędów, zrobił kilka średnich filmów, ma dziwne wierzenia religijne i dziwnych polskich przyjaciół, ale nigdy nie dał nikomu powodu, aby mu nie wierzyć.



8.
Pomysł na reklamę Wolnych Konopi. Znany naukowiec na wykładzie przeprowadza szczegółową i błyskotliwą analizę tematu, który wydawał się dotąd banalny. Studenci są poruszeni, ktoś zawzięcie notuje, ktoś nagrywa wykład na komórce, ktoś inny nie kryje wzruszenia. Profesor zawiesza się na chwilę, patrzy przez okno i mówi: „Sorry, najarałem się”.

9.
Pomysł na reklamę Wolnych Konopi. Scena jak w „Gladiatorze” Ridleya Scotta. Starszy mężczyzna wchodzi w łany, wiatr kołysze trawą, mężczyzna z namaszczeniem dotyka źdźbeł, jest wzruszony. Natchniony głos z offu: „Polska od wieków zapraszała wszystkich do skosztowania owoców swojej ziemi. Żywiliśmy naszych sąsiadów, gdy wojny i zaraza wstrząsały kontynentem. Polska może znów rozwinąć się w kwiat Europy. Zalegalizujmy konopie”.

Całą dyskusję o legalizacji powinno się zacząć w Polsce od korzyści dla rolnictwa.



I na koniec kwiz toruński:

Którego gitarzysto-basistę z Torunia przypomina ten wspaniały aktor? Hint: ma brata.



Z którym toruńskim wokalistą kojarzy się Wam tytuł tej piosenki?



Który działacz polityczny z Torunia nosi w klapie symbol Wolnych Konopi, a pod nosem maczystowskiego konduktorskiego wąsa? Podpowiedź muzyczna:



Który z możnowładców toruńskiej kultury nazwał swój zespół, inspirując się pewną wadą genetyczną? Dodam od siebie, że zapewne wiele ta nazwa mówi o jego dawnej kondycji intelektualnej i poczuciu humoru.



Odpowiedzi proszę nadsyłać do mnie wszelkimi dostępnymi kanałami. Nagrodą będzie nocne zwiedzanie staromiejskich klubów.

wtorek, 6 listopada 2012

Toruń wyleczy cię z obstrukcji

W Toruniu działa nowa Rada Działalności Porządku Publicznego, a w niej działa grono sensownych osób. Rada zaczęła działać jakieś trzy tygodnie temu, ale miałem laga. Więc sorry. Rada zadziałała w czterech grupach roboczych. Jedna z nich pracowała w grupie pod nazwą „strategia rozwoju kultury”, a jej działaniom – co zapewne nie jest bez znaczenia - przewodził Zbigniew Derkowski, dyrektor wydziału kultury w Urzędzie Miasta Torunia.

Podgrupa zasugerowała, że w mieście powinny powstać nowe inicjatywy realizujące hasła: „Toruń stolicą muzyki pokoju”, „Tydzień dialogu powiązanego z dniami kultury żydowskiej”, „Zlot turystów wodnych z miast hanzeatyckich”. Od hasła „Toruń – miastem ptaków” nic mnie tak nie rozbawiło.

Toruń nie jest miastem pokoju, bo dwie ostatnie wojny niemal nie naruszyły zabytkowej tkanki tego miasta. Toruń nie jest Hiroshimą ani Nagasaki, powstańczą Warszawą i Wolnym Miastem Gdańskiem, nie jest Dreznem, Tokio, Guerniką, Berlinem, Locarno, Jerozolimą. Dwa pokoje toruńskie nie mają znaczenia.

Dwa Pokoje to kiedyś była taka knajpa, do której nie chodziłem, bo byłem za mało fajny.

Co to jest muzyka pokoju? John Lennon, za którego chór skanduje „Give peace a chance!”? Neil Young śpiewający o rockowaniu w wolnym świecie? A może ta piosenka w wykonaniu bezsprzecznie najbrzydszego zespołu na świecie?



I co ci wszyscy wspaniali ludzie mają wspólnego z Toruniem? A co wspólnego z pokojem mają nasze znakomitości? Czy Republika swoje zimnowojenne dystopijne wizje poświęcała pokojowi na świecie? Czy piosenki Rejestracji zdradzały troskę o pokój między mocarstwami? A może to Kobranocka śpiewała na cześć zrównoważonego rozwoju?

Niewykluczone, że w tej rekomendacji maczała palce Fundacja Boryna - od kilku lat jej działacze chcą zaprosić do nas japońskiego muzyka Kitaro, który z wszystkich wartości świata tego upodobał sobie najbardziej pokój. Ta organizacja utrzymuje się głównie ze sprzedaży płyt. Jedną z nich reklamuje tak:

Lecznicza seria SONGAIA powstała na podstawie systemu leczenia dźwiękiem SONAGAIA SOUND. Son - dźwięk; gaia - ziemia. Dźwięki ziemi. Badania nad dźwiękiem ukazują zbieżność między oktawami częstotliwości dźwięku, kolorów, oraz atomowym ciężarem pierwiastków i funkcjonowaniem ludzkiego organizmu. Jeśli jesteśmy zdrowi, nasz organizm posiada równowagę pierwiastków i częstotliwości wymaganych dla życia oraz pełen zestaw tonów. Choroba natomiast ujawnia się poprzez brak określonych tonacji. Terapia polega na wprowadzeniu brakujących tonacji, odpowiadających konkretnym schorzeniom.

No i fundacja na czterech płytach wprowadza w pacjenta tonacje odpowiadające takim dolegliwościom jak m.in. choroby układu oddechowego, serca, oczy, uszy, cukrzyca, stwardnienie rozsiane, reumatyzm, alergia, nadciśnienie, bezsenność, białaczka.

Na miejscu sponsorów i miejskich patronów poważnie zastanowiłbym się, czy warto współpracować z partnerem, który nudnawą muzyką zwalcza śmiertelne choroby.

Sprawa mogłaby się ponadto skończyć malowniczym międzynarodowym skandalem, gdy taki Kitaro – po wysłuchaniu płyty na rozmaite dyspepsje i obstrukcje - uderzyłby w brązową nutę:


Mamy jeszcze tydzień dialogu – zapewne międzykulturowego – w połączeniu z dniami kultury żydowskiej. Tydzień dialogu to mało. Dlaczego nie miesiąc, kwartał albo wręcz cały rok?

Cóż, w Toruniu były tylko dwie kultury: polska i niemiecka. Żydzi nie lubili tego miejsca. Niechętnie tu żyli i równie niechętnie umierali, co widać po pozostałościach po żydowskich nekropoliach. Urodził się tu wprawdzie jeden z pionierów syjonizmu, ale wie o tym zaledwie garstka torunian, kilku badaczy, wikipedystów i samych syjonistów. Żydzi też raczej niespecjalnie pielgrzymują do nas z tego powodu. Jest teraz u nas szkoła filologii hebrajskiej, która powstała u nas, bo znalazły się fundusze europejskie. Jej kulturowe oddziaływanie na miasto jest po prostu znikome.

No i hasło „Zlot turystów wodnych z miast hanzeatyckich”. Tu czuć wyraźną interwencję opiekuna grupy. Rozumiem oczywiście, że turyści wodni z miast hanzeatyckich zostaną na lądzie, bo wandy i łódeczki generalnie mogą pływać tylko między mostami, poziom Wisły jest mizerny, basenu na Bażyńskich nie ma, a w Wodniku nie popluska się żaden przypadkowy torunianin.

Zapewne będzie szamka i pochlaj. Ktoś odkurzy gitarę, ktoś zaryczy „Hej, na umrzyka skrzyni”, a daleki wiatr znad morza przyprowadzi do nas zapach ozonu z najtęższych atlantyckich sztormów.